Rozpaczliwie-sarkastyczny tekst o niczym.

Prawo Murphyego mówi, że jeśli coś się może nie udać – nie uda się na pewno. Zgadza się. Moja łazienka od dwóch dni miała być in de remont. Nie jest, ponieważ Pan Wykonawca z powodu obsuwy w trakcie innej inwestycji – przesunął rozpoczęcie prac u mnie. Na razie do wtorku. Mnie minęło pół urlopu i nic się nie dzieje. No, może poza tym, że mam coraz bardziej rozebraną osłonę za WC i coraz bardziej boję się, że w końcu coś wylezie spomiędzy tych rur. A jak się domyślacie – trudno się czyta książkę, nie do końca będąc pewną, jakie licho czi się za plecami. To  w ogóle uruchamia lawinę zdarzeń, bo cały czas myślę, że już za chwilkę zaczynamy, więc po co sprzątać, więc jest coraz mniej estetycznie, więc to mnie coraz bardziej irytuje, więc zaczynam ogarniać, ale efektu nie widać, więc myślę, że to sprzątnie łazienki nie mam sensu… I w końcu umyłam okno w kuchni, żeby się urlop nie marnował.

Jest też taka niepisana zasada, że jeżeli coś może pójść nie tak, to pójdzie w najgorszym momencie. A i owszem. Potwierdzam. Bo kiedy psują się samochody? Albo tuż przed wyjazdem na wakacje, albo w czasie remontu – u mnie na jedno wychodzi. Wtedy ostatnim zaplanowanym wydatkiem jest naprawa, a w zasadzie wymiana układu wydechowego. To jednak nie koniec, bo pan mechanik podczas ostatniej wizyty w serwisie dyskretnie zasugerował, że coś tam mi stuka jeszcze i muszę to zrobić dla dobra mojego auta-staruszka. Zupełnie nie potrafię powtórzyć o czym mówił, ale zapamiętałam jedno trudne słowo: sworzeń. Próbowałam nawet coś o tym przeczytać, ale pomimo wysiłków Wikipedii oraz  AutoDoktora –  zrozumiałam tylko, że jak tego nie zrobię to mogę nawet sparaliżować ruch w mieście. Dla promocji bloga mogłoby to być dobre rozwiązanie, ale czymś te płytki wozić trzeba będzie…

Mimo wszystko pozostaję z nadzieją, że:

1) sworzniem wyczerpie się limit dodatkowych wydatków
2) wkrótce ten remont się zacznie

Ad. 1) pudło, a właściwie buda… czyli 1 września zbliża się wielkimi krokami
Ad. 2) zasada Westheimera mówi, iż aby oszacować czas potrzebny na wykonanie jakiegoś zadania, należy przewidywany czas pomnożyć przez 2 i przyjąć jednostkę  rząd wyższą.

Jaki z tego wniosek? Będzie o czym pisać co najmniej do wiosny.