Krok wstecz.

Jakbym miała tu kategorię czy podstronę Wk..w – to tego posta tam właśnie powinnam podpiąć.

Już było na finiszu, już brałam urlop z myślą o rozpoczęciu sprzątania mieszkania. Już się widziałam pod prysznicem… I co – i lipa! To, co się od wczoraj wydarzyło, w ogóle nie powinno mieć miejsca i chyba tylko ten blog skorzysta. Mój remont właśnie zrobił kilka wielkich kroków wstecz. Uroczyście informuję, iż w dniu dzisiejszym (wtorek) zostało w mojej nowej, pięknej łazience skutych 1/2 płytek na ścianie z boxem podtynkowym.

20160928_0005121

I już nie wiem czy większym powodem do tego był fakt totalnie nierównego zamontowania dysz natryskowych (ani w pionie, ani w poziomie nie nie były równo), czy jednak to, że jak włączało się deszczownicę – woda leciała z dysz i na odwrót… Pan wykonawca twierdzi, że wszystko mierzył, ale nawet nie chcę się zastanawiać czym. Pan twierdzi też, że boxy podtynkowe to bułka z masłem i żadna to dla niego nowość. No cóż – męska duma nie pozwala się przyznać do niewiedzy. A szkoda, bo ok. 5 metrów od centrum remontu leżała książeczka Deante, jak podtynki zakładać.

Dramat, masakra i Armageddon!!! Musiałam dzisiaj wyjść z domu, żeby nie dokonać jakiegoś czynu zabronionego na osobie pana wykonawcy.

I nie wiem, czy mu się tak u mnie podoba, czy ma w domu zimno i woli tu siedzieć, czy może kręcą go usterki i poprawki – ale jakby cyrku z boxem podtynkowym było mało – źle wypuścił kable z sufitu pod lampy.

20160928_000548_0041

Taki drobiazg – jedna wisiałaby mniej więcej około środka umywalki a druga het za nią i lustrem. Także oprócz (znowu) ukurzonej pralki mam w łazience „wyrypkę” w ścianie (straciłam zapas płytek) i dwa strupy na wygładzonym już i pomalowanym suficie. Cytując klasyka – prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a tu  końca w ogóle nie widać. Usłyszałam, że gdyby chodziło tylko o to skąd leci woda – przecież mogłoby tak zostać, więc cieszę się w sumie, że miałam krzywo zamontowane te dysze. W końcu przywykłam przez ostatnie dwa lata do udawania, że pewnych źle działających rzeczy w łazience nie widzę. Teraz to jedynie moja drobiazgowość i czepialstwo.

Jestem taka wściekła, że coraz bardziej cieszę się na niedzielny MARSZ W OBRONIE PRAW KOBIET. Ta skumulowana złość na błędy w remoncie i błędy w rządzie ma przynajmniej gdzie znaleźć ujście.

 

EDIT: Skuwania ciąg dalszy. Dzisiejszy dzień (środa) rozpoczął się przyjemnym dźwiękiem skuwania płytek na kolejnej ścianie. Tym razem – poprawiamy podtynkowy mieszacz wody przy umywalce. Taki mało istotny drobiazg – po stronie ciepłej wody leci zimna, a zimnej – ciepła. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że powiedziałam wykonawcy, że ma to już zostawić – po prostu przemaluję sobie na odwrót kropeczki (czerwoną i niebieską). Jakież było moje zdziwienie, po odwiezieniu dzieci do szkoły, kiedy okazało się, że Pan sobie kuje kolejną płytkę. Myślicie, ze to jakaś jednostka chorobowa – odwrotne podłączanie hydrauliki i wykonywanie odwrotne zaleceń inwestorki? Zaczynam z zachwytem korzystać z toalety i cieszyć się, że woda w muszli spływa w dół a nie wypływa do góry.