Perfekcyjna pani domu.

No i zabrakło wymówek – musiałam w końcu ogarnąć łazienkę i WC po remoncie. Odkładałam to przez kilka dni. Bo nadal nie mam nowych drzwi i pewnie jeszcze chwilę to potrwa zanim je założą. Pretekst był zatem przedni, żeby nie posprzątać dokładnie. Zmobilizował mnie fakt, że miałam umówionego kolegę do obfotografowania wszystkiego na bloga.

Sprzątanie białej łazienki z chromowanymi elementami może okazać większym wyzwaniem niż sprzątanie tej kilkunastoletniej. Na tamtej efektu nie widać, więc i wysiłku wiele wkładać nie trzeba. Na szczęście płytki okazały się dość łatwe do przetarcia i mimo wszystko – nie widać na nich żadnych smug i zacieków. Podobnie z podłogą w prysznicu.  Troszkę gorzej jest z bateriami, bo mam u siebie twardą wodę i  jeżeli nie przetrę wieczorem baterii – rano witają mnie ślady – białe kółka i inne inspirujące esy-floresy. Te ślady wyciera się naprawdę dobrze miękką ściereczką, a ponieważ mam czwarty rok w kuchni baterię od Deante, wierzę, że łazienkowa armatura też będzie świetnie wyglądać po kilku latach, pomimo mojego nieidealnego wygładzania zacieków od wody. Naprawdę fajnym rozwiązaniem jest system anti-calc w multiboxie podtykowym. Jest to system gumek ułatwiających pozbywanie się kamienia i osadu. Można to zrobić po prostu kciukiem.

Dla kogoś, kto nie miał na co dzień kabiny prysznicowej wyzwaniem są drzwi. Te w moim prysznicu mają powłokę hydrofobową, która pozwala utrzymać je w czystości, bo trudniej wówczas do szkła przywierają nieczystości. Wiadomo, że nikt nie będzie wycierał do sucha kabiny po każdej kąpieli, ale już sprawdziłam, że warto użyć ściągaczki do wody. Mogę wtedy właściwie ignorować sprzątanie drzwi kabiny od weekendu do weekendu i nie denerwują mnie ślady i zacieki. Poczytałam, że na ślady po wodzie najlepsza jest metoda naszych babć  – woda z octem. Musiałam to sprawdzić i kilka dni nie ruszałam wody z szyb natrysku po żadnej kąpieli. Jakiś strasznych zacieków nie było, ale jak już zaczęłam to dopieszczać – po zwykłym płynie do szyb efekt był gorszy niż po wodzie z octem. Minusem takiego rozwiązania jest niestety zapach.

W WC najbardziej się bałam tych luster, ale ostatecznie w ogóle się nie brudzą. Niezwykle trafionym rozwiązaniem okazała  muszla bez bezkołnierzowa Peonia. To co o niej piszą to prawda. Nie leję już litrów Domestosa i nie muszę grzebać w zakamarkach kibelka. Szczerze mówiąc, więcej czasu poświęcam na usuwanie kurzu, który osadza się na desce i zewnętrzu sedesu niż na czyszczeniu jego wnętrza.

Znacie tę wielką chęć i potrzebę utrzymania w idealnej wprost czystości nowo wyremontowanego czy urządzonego pomieszczenia? Dbania o każdy szczegół, podnoszenia każdego paproszka i usuwania każdego pyłu. Ten zapał niestety mija po jakimś czasie i tego właśnie najbardziej się boję ;). Może wtedy kupię sobie TAKIE urządzenie, bo słyszałam o nim bardzo dobre opinie – zwłaszcza, gdy chodzi o doczyszczenie fug. Ale póki co cieszę się bielą i połyskiem moich pięciu merów kwadratowych!

A na koniec też coś o dbaniu o czystość, ale z nieco inne perspektywy 😉