The doors

Wiele jajek, mąki i cukru było zużyte w oczekiwanie na nie, wiele ciast oraz muffin upieczono… Ale już są… się doczekałam. DRZWI. Wyglądają nieźle jak na te typu: okleina na tekturo-podobnej konstrukcji. A co najważniejsze, całkiem nie najgorzej wiszą w tych starych futrynach. Łazienkowe skrzydło może idealnie się nie dopasowało, ale też i ościeżnica nie ma idealnego pionu. Najważniejsze, że się zamykają i mają dwa lata gwarancji, więc jest szansa, że gdyby im się coś miało popsuć, zdąży się usterkę zlokalizować. Przy okazji remontu przedpokoju, co odłożyłam na „wieczne nigdy”, muszę jeszcze te futryny jakoś odmłodzić.

Choć oczywiście przygoda z drzwiami być musiała. Panowie  (całkiem mili i konkretni) półtorej godziny mierzyli, docinali i montowali (zakładałam w sumie pięć skrzydeł w mieszkaniu). Kazali mi wszystko obejrzeć, pootwierać, pozamakać, pokręcić zamkami i klamkami, a później podpisać, że nie wnoszę zastrzeżeń do montażu. Nie wniosłam żadnych, bo wszystko było OK. Potem poszłam do pracy, potem byłam taksówką moich dzieci, potem ugotowałam obiad na kolejny dzień, potem… zabrakło mi czasu na umycie tych drzwi. Zrobiłam to dopiero kolejnego, wieczorem. No i znalazłam to:

drzwi-4

Chamską rysę na okleinie, którą dodatkowo „ktoś” zapaćkał „czymś” dla niepoznaki. Nie zauważyłam od razu, bo wszystko było przyprószone pyłem po docinaniu wysokości drzwi, a obdarcie jest  mniej więcej pod klamką.Także mam nowe drzwi z zupełnie nową rysą (wygląda, jakby je jadł wielki świerzb) i czekam sobie na rozpatrzenie reklamacji.  Jaki z tego morał? Nigdy nie odkładaj sprzątania na później? Absolutnie nie!

NIGDY NIE SPRZĄTAJ ZBYT DOKŁADNIE 😀