Historie jak w kinie.

Każdy remont to osobna historia, zasługująca na scenariusz. I tu już zależnie od okoliczności – komedii, horroru, dramatu lub science fiction. Generalnie nie słyszałam, by zdarzały się scenariusze z gatunku banalnie-obyczajowych. Gdyby chcieć skategoryzować remontowe historie, to na pewno prym wiodą HORRORY ELEKTRYCZNE. Na przykład o tym jak fachowcy źle podłączyli do wanny pewnej nauczycielki przepływowy podgrzewacz wody i gdy ta brała kąpiel, w gratisie miała masaż prądem wzbogacony elektrowstrząsami.

Lub opowieść o tajemnych mocach (przerobowych). Jest to historia o dość skomplikowanym wątku drogi. U pewnego nauczyciela (nie, żeby tylko tę grupę zawodową spotykały horrory) zakład energetyczny, w dobie postępującej likwidacji urządzeń analogowych,  wymieniał liczniki na elektroniczne. Wartością dodaną do wymiany był smród rozgrzanego plastiku roznoszący się po całej kuchni w czasie pracy piekarnika elektrycznego. Okazało się, że w duecie „elektryk – prąd”, głupszy jest elektryk.  Pan zapomniał dokręcić uziemienia, a prąd, jako ten mądrzejszy – sam sobie drogę znalazł, uziemiając się przez rurę z gazem. Skąd smrodek? Otóż kuchenka gazowa podłączona jest do prądu ze względu na zapalarkę przy każdym palniku, więc prąd drogi szukając uziemił się przez rzeczoną rurę z gazem, która to z kuchenką gazową połączona jest plastikową „szybkozłączką”. I to ona się właśnie tak bardzo rozgrzewała, gdy piekarnik elektryczny pracował. A wszystko przez brak „mocy przerobowych” zakładu energetycznego i nieudolne podwykonawstwo.

Jest również historia na granicy HORRORU ELEKTRYCZNEGO i FILMU KATASTROFICZNEGO z ELEMENTEM ZASKOCZENIA.  Znajomej entuzjastce hippiki panowie zakładali gniazdka (zaznaczę, że nadal poruszamy się w sferze elektryki a nie ornitologii). Niestety przy okazji kucia małej dziurki, przez zupełny przypadek wypadło pół ściany (wątek katastroficzny).  Na koniec okazało się, że kiedy pracuje pralka –  kinkiet nad lustrem rozświetla przestrzeń (wątek zaskoczenia).

Pozostając w klimacie KATASTROFICZNO-PSYCHOLOGICZNYM. Wieżowiec z II połowy minionego stulecia. Wyczekiwany przez rodzinę (o ironio) pani nauczycielki upragniony remont łazienki i ubikacji, który przeniósł się trochę w przedpokój, gdy runęła ściana między nim a WC. Ponieważ niezbyt komfortowe wydawało się połączenie tych dwóch pomieszczeń, zapadła decyzja o odtworzeniu ściany, gdzie zgodnie z projektem osadzono ozdobne luksfery.  Remont się skończył, rachunki zapłacone – można skorzystać z udogodnień toalety. I tu pojawia się wątek psychiatryczny, gdy małżonkowie (każde oddzielnie) z perspektywy sedesu dostrzegają nadnaturalne krzywizny ścian i płytek. Na początku pozostają z tym wrażeniem sami, bojąc się reakcji drugiego, posądzenia o halucynacje lub co najmniej zaburzenia neurologiczne. Freud z pewnością miałby dużo do powiedzenia ludziom widzącym krzywe ściany podczas wypróżniania. Na szczęście poprawna komunikacja uratowała zdrowie psychiczne obojga, choć nie zmieniła stanu rzeczy – ściana nie została postawiona równolegle do tej naprzeciwko. Należy jednak wyróżnić pracę fachowców –  się namęczyli chłopaki, osadzając luksfery w ścianie bez pionu.

Wśród historii remontowych nie może zabraknąć czegoś dla miłośników KRYMINAŁU. Co powiedziałby Hercules Poirot, dowiadując się, iż murarz budujący pewien dom był złodziejem rajstop? Czy uznałby za zasadne przeszukiwanie domu i dochodzenie, czy złoczyńca od betoniarki nie wmurował swoich łupów w ściany? A skoro o betoniarce już mowa, rodzi się kolejny remontowy scenariusz – tym razem do odcinka serialu ALTERNATYWY CZTERY. Babcia z Katowic mieszkała w bloku z wielkiej płyty. W tym samym pionie mieszkała też sąsiadka babci. Jak się łatwo domyślić – panie w końcu spotkały się na herbatce. Sąsiadka ze zdziwieniem odkryła, że w jej mieszkaniu jest o jedno pomieszczenie mniej i o jedne drzwi mniej niż u babci. Kobiety sprytnie wykorzystały własną pięść, intelekt oraz całkiem jeszcze sprawny narząd słuchu i dokonały remontowego odkrycia – za ścianą był zamurowany dodatkowy pokój. Pokój z niespodzianką w postaci – betoniarki. Taka Grandma Surprise.

Na koniec ważny w historii filmu wątek UCIECZKI. Trzy ekipy tapetowały mieszkanie. Każda zaraz po otrzymaniu zaliczki znikała i już nie wracała. Przy okazji zostawili ubrania robocze i różne narzędzia (bo przecież mieli wrócić). W ten sposób inwestorka miała tapetowanie prawie gratis i jeszcze kilka miarek, nożyków do tapet oraz pędzli. Takich historii jest więcej, ale jedna pokazuje, że czasem potrzeba wydostania się z remontu jest nie do opanowania przez fachowca. Moja osobista mama próbowała za wszelką cenę zatrzymać pana Wiesia  w swojej niedokończonej łazience. Niestety nawet fakt zamknięcia go od zewnątrz w mieszkaniu nie przyniósł oczekiwanego rezultatu – Wiesław umknął przez otwór okienny, również pozostawiając po sobie niesmak i trochę narzędzi.

Wisienką na torcie niech więc będzie opowieść o tym, jak u jednej teściowej „pan fachowiec” po zakończonym cementowaniu wszystko co miał w wiadrze wylał do wanny.  Rury trzeba było wymieniać aż do parteru. Mając na uwadze czas wiązania cementu – to będzie chyba KRÓTKI METRAŻ.

The end.

 

Już wkrótce zapraszamy na serial  z mrożącym krew w żyłach wątkiem o tym, gdzie się podziały gniazdka, dlaczego jest miejsce na saunę, ale już nie na suszenie prania oraz czemu pewien anestezjolog wolał kotary od drzwi.