Rozmowy w okolicy remontów. Marta Micał, architektka.

Rozpoczynamy nowy cykl na blogu. Od czasu do czasu będą sobie rozmawiała na tematy okołoremontowe z fachowcami, ekspertkami, praktykami i dyletantami. Zapraszam do lektury pierwszego wywiadu

_dsc1173

Rozmawiałam  z Martą Micał, architektką wnętrz, która prowadzi własną pracownię architektoniczną „M2 Design”.
Z jej usługi projektu łazienki można także skorzystać przy okazji zakupu płytek w łódzkim salonie BOKARO.

 

 


Na czym polega współpraca z projektantką?

Na spełnieniu marzenia klienta o niepowtarzalnym, indywidualnym wnętrzu. Bez względu na to czy mówimy tu o małej łazience, czy całym domu. Moja praca zmierza do tego, żeby projekt był taką perełką, która połączy tę wyjątkowość z funkcjonalnością.

Jak klient musi się przygotować do współpracy z Tobą? Wystarczy, że przyjdzie i powie, że chciałby zrobić sobie remont np. salonu?

Ja oczekuję od klienta, żeby już miał jakiś zamysł, żeby opowiedział mi o kolorach, w których dobrze się czuje, jakie lubi materiały, jaki styl. Później znajduję dla tego wspólny mianownik.

A zdarzają się klienci, którzy w ogóle nie wiedzą czego chcą?

Oczywiście. Zawsze wykonuję klika propozycji, aranżacji różniących się od siebie. I zazwyczaj klientowi udaje się coś z tego wybrać, na coś zdecydować.

Z czym, poza wolą zmiany i jakimś zarysem pomysłu, klient musi do ciebie przyjść?

Oczywiście jeśli jest dostępna – przyda się dokumentacja techniczna, bardzo ważna jest inwentaryzacja pomieszczenia, wykonanie pomiarów. Staram się jednak robić to sama przed przystąpieniem do projektowania. Oczywiście zdarzają się sytuacje, że ktoś przychodzi z kartką i odręcznym rysunkiem, mówiąc, żeby mu coś zaproponować. Ja jednak jestem zwolenniczką kompleksowego podejścia – to znacznie bardziej profesjonalne.

A jesteś sobie w stanie wyobrazić co byłoby dobre dla kogoś, kogo spotykasz po raz pierwszy?

Podczas pierwszego spotkania zawsze staram się rozpoznać oczekiwania klienta, wyczuć jego charakter, typ osobowości. I to znajduje odzwierciedlenie we wnętrzach, które dla niego projektuję.

Jak wygląda proces współpracy projektantka – inwestor?

W dużej mierze jest to uzależnione od wnętrza, które projektuję. Jeżeli to dom – mamy do czynienia z bardzo długim procesem – koncepcja, poprawki, wizualizacja. Następnie rysunki techniczne, dobór materiałów, wyposażenia.W przypadku małych pomieszczeń ta współpraca będzie znacznie krótsza. Bardzo często zdarzają się sytuacje, gdzie słyszę: „Pani Marto, mam już ekipę remontową. Projekt chcę na wczoraj.” I taki inwestor oczekuje bardzo szybko moich pomysłów czy sugestii. Choć oczywiście wolałabym mieć dużo czasu na przemyślenie wszystkiego i spokojną pracę – wiem, że i tak czasem musi być.

A jak sobie radzić z taką presją czasu?

Przede wszystkim należy zachować zimną krew. Przydaje się też umiejętność improwizacji, bo np. trzeba od razu na budowie podejmować pewne decyzje, dokonywać zmian na bieżąco. Czasami też klienci zmieniają zdanie już w toku prac budowlanych.

Co wówczas?

Staram się być stanowcza, bo przecież poświęcony wcześniej projektowi czas pozwolił na dokładne jego przemyślenie. I tutaj bardzo ważna jest dobra relacja i wzajemne zaufanie inwestor-projektant. Ja daję gwarancję jakości pomysłu, więc liczę, że klient zechce jednak mi uwierzyć, zdać się na moje doświadczenie.

Dzisiaj klientka przychodzi do fryzjera ze zdjęciem jakiejś celebrytki i mówi,że chce taką samą fryzurę. Architekci też spotykają się z podobnymi sytuacjami? Dostajesz obrazek wydrukowany z internetu wraz z życzeniem – taką proszę mi zaprojektować łazienkę.

Oczywiście, choć może pojawić się problem, że nie każdy pomysł da się zaadaptować w każdym miejscu. Wtedy moja rola to powiedzieć klientowi, że akurat to nie wkomponuje się odpowiednio we wnętrze. Ale zawsze staram się zaproponować coś w zamian – inspirując się marzeniami klienta.

Ile jest w ostatecznym projekcie architekta, a ile inwestora?

Są różne typy klientów. Jedni całkowicie poddają się moim pomysłom, inni zmieniają pierwotną koncepcję w trakcie z np. względów finansowych, a jeszcze inni po zakończeniu prac doinwestowują, dopieszczają realizację. Tu naprawdę dużą rolę odgrywa budżet.

A jakiego wolisz klienta?

Nie będę ukrywać, że (jak zapewne większość projektantów) wolę klientów, którzy dają mi wolną rękę i nie mają ograniczeń finansowych. Mogę rozwinąć skrzydła i mieć pewność, że to będzie zrealizowane. Ale oczywiście bardzo szanuję tych, którzy dysponują mniejszymi środkami i to pieniądze głównie narzucają nam ilość pomysłów. Jest to też dobre wyzwanie dla każdego architekta i nie wiem, czy później satysfakcja nie jest większa.

Co w sytuacjach gdy ktoś oczekuje od ciebie pomysłów zupełnie nie do zaakceptowania. Pomysłów, które są zamachem na Twoje poczucie estetyki.

Zawsze wykonuję dwie różne wersje projektu wnętrza. W jednej staram się zachować pomysły klienta, wrzucając „swoje pięć groszy” – zgodnych z zasadami projektowania i ogólnie przyjętym poczuciem estetyki. Druga koncepcja jest już bardzo moja. I paradoksalnie okazuje się, że klienci często skłaniają się ku tej mojej i przyznają mi rację. Dlatego tak ważny jest projekt, wizualizacja. Nie wszystko co nam się wydaje ładne u innych – później będzie nam się podobać we własnym domu.

Czy Twoje doświadczenie pozwala na podzielnie klientów na jakieś grupy, znalezienie dla nich wspólnego mianownika?

W pracy architekta jednak dużą rolę odgrywa psychologia i intuicja. Obserwuję jak klient jest ubrany, jak wygląda jego otoczenie, jaki ma temperament – to wszystko może stać się wskazówką do tego, co będzie mus się podobało, co sprawi, że w określonym wnętrzu poczuje się komfortowo. Nawet zawód, jaki wykonuje na co dzień, też pozwala podejrzewać jakie będzie mieć oczekiwania wobec projektanta.

A kto częściej z Tobą współpracuje – kobiety czy mężczyźni?

Moje doświadczenie pokazuje, że kobiety grają pierwsze skrzypce w kwestii wykończenia wnętrz. Mężczyźni wyznają zasadę – jeśli moja żona będzie zadowolona, to ja będę miał wtedy święty spokój w domu. Natomiast domeną mężczyzn są prace budowlane – od fundamentu aż po dach oraz wszelkie instalacje. Tutaj kobiety raczej nie chcą się angażować i dają pole do popisu swoim mężom. Czyli stereotypowo – facet stawia mury, a kobieta sadzi kwiaty i upina zasłony.

Jako projektantka zapewne często polecasz konkretne marki, przedmioty czy rozwiązania. Czujesz się za to odpowiedzialna?

Staram się przede wszystkim polecać to, co jest sprawdzone. Nie tylko przeze mnie, ale zwłaszcza przez innych klientów. Ja zwracam dużą uwagę na funkcjonalność, dizajn oraz łatwość utrzymania w czystości.

Często klienci marzą o topowych markach, ekskluzywnych elementach wyposażenia, na które ich nie stać? Jesteś w stanie im zaproponować co w zamian?

Szukam takich rzeczy, bo rzeczywiście wykończenie wnętrza jest momentem, kiedy budżet bardzo się kurczy i nie zawsze wystarcza pieniędzy na te fajne, dizajnerskie elementy. To dość trudne zadanie, ponieważ dla niektórych klientów marka ma duże znacznie i nie chcą uwierzyć, że na rynku są naprawdę świetnej jakości sprzęty w znacznie niższych cenach. Taka praca z klientem to zawsze wyzwanie i trochę niewiadoma.

Wobec tego, jaka jest Twoja największa projektowa przygoda?

To chyba łazienka klientów salonu Bokaro, których styl (z racji innego pochodzenia kulturowego) kompletnie nie odpowiadał mojemu poczuciu estetyki. Projektowałam im ponad 30-metrowy salon kąpielowy z olbrzymią wanną, dwoma umywalkami oraz prysznicem. Do tego oczywiście złote kurki, kamienie Svarowskiego i nawet sztuczny wodospad. Wszystko uzupełnione dużą ilością ornamentów i sztukaterią. Musiałam się przełamać, myśleć z perspektywy nie swoich oczekiwań, ale się udało. Klient był tak zadowolony, że dostałam nawet zaproszenie na otwarcie tej łazienki.

Dziękuję za rozmowę i życzę mnóstwa udanych realizacji!