Wspólny mianownik dla penthausu i pasących się krów…O tym jak wakacyjny wypad do Kopenhagi może dać do myślenia o miejscu do mieszkania…

Już po 5 dniach w stolicy Danii można odnieść wrażenie, że by mieszkać na innej planecie wystarczy przenieść
się do Kopenhagi, która stoi designem i architekturą nowoczesną. Jednak to nie same budowle wbijają w
osłupienie, a całokształt podejścia do życia oraz to w jaki sposób wzornictwo i projektowanie staje w służbie
codzienności Duńczyków.

Wybierając się [sic!] na obrzeża Kopenhagi by zobaczyć ultranowoczesne (zresztą wielokrotnie nagrodzone)
osiedle 8 Tallet, zaprojektowane przez Bjarke Ingles, spodziewaliśmy się tylko nieprzecietnej bryły, „zamkniętej” w cyfrę 8. I tu nie zawiedliśmy się oryginalnością konstrukcji wzrastającej „do nieba” i zwieńczonej dachem pokrytym trawą. I nawet to, że ów piękny budynek ma swoje jeziorko (a na nim kajaki mieszkańców), przylegające do jednego z boków bloku też dało się przeżyć bez szczególnej zazdrości.


Ponieważ był to już kolejny dzień w Kopenhadze nie dziwiliśmy się tym tłumom w ogródku restauracyjnym
lokalu gastronomicznego w środku tygodnia (8 Tallet na poziomie zero ma lokale usługowe, przedszkola itp.,
kolejne piętra to mieszkania i apartamenty aż do penthausu z „trawą nad głową”).
Dotarło też już do nas, że to duńskie hygge to nie jest stan osiągany przez Duńczyków zimą, gdy siedzą, w blasku świec lub ognia  z  kominka, w czerwonych wełnianych skarpetach ze wzorkiem w śnieżynki i z kubkiem gorącej czekolady w ręku.

 

Tłumaczenie hygge jako czerpania przyjemności z otoczenia miłych dla oka przedmiotów to za mało. To przede wszystkim podejście do stosunków międzyludzkich. Na ulicach, skwerach, przystaniach, łódkach ludzie są ze sobą, degustują trunki z procentami i przede wszystkim rozmawiają (nie zauważa się ludzi z komórkami w ręku, zwłaszcza w kawiarniach i to niezależnie od wieku). Oczywiście świece uwielbiają i są one wszędzie, ale hygge to przyjemny stan umysłu osiągany podczas spotkań z bliskimi, przyjaciółmi i np.
sąsiadami. Często widzieliśmy jak przy zwykłych blokach ludzie siedzą na ławkach, ale ławki zawsze wyposażone są w stoły, bywa że grille, by razem biesiadować.

Taka też jest atmosfera na osiedlu 8 Tallet. Zanim odkryliśmy co dalej kryje się za osiedlem mijała nas grupa
sąsiadów, którzy wracali z kolacji z kocami i miskami po sałatkach z bliżej nieokreślonego miejsca. I tu zanim
odkryjemy co tak naprawdę nas na osiedlu ujęło, należy wspomnieć, że Duńczycy z dużą uwagą podchodzą, i to nie tylko w teorii, do ekologii, ale też bardzo cenią sobie bliskość natury. I ma swoje odzwierciedlenie w projektowaniu przestrzeni miejskiej. A zieleń przemycają, gdzie się da w nowoczesnej architekturze.
Po takim wstępie możemy zdradzić, co tak naprawdę sprawiło, że odczuliśmy ukłucie zazdrości,
prawdopodobnie zbliżone do tego, jakiego doświadczało pokolenie naszych rodziców, gdy w czasach szarości
PRL-u widzieli w Niemczech pełne, kolorowe półki.

Otóż osiedle 8 Tallet graniczy z czymś na kształt parku krajobrazowego, do którego można się przedostać przez jedną z kilku furtek by np. pobiegać, posiedzieć na łące, patrząc na pasące się krowy, czy też zjeść kolację samodzielnie przygotowaną na grillu.

Mnie osobiście, jako starą harcerkę na tejże łące zachwycił obrazek drewnianej konstrukcji, przypominającej
łódź wikingów, w której środku między głazami, całe rodziny mogą spotykać się przy ognisku. Widząc
społeczeństwo dobrze rozwinięte, do tego mieszkające w jednym z najbardziej nowoczesnych budynków
mieszkalnych Kopenhagi, jedzące na kolację smażoną kiełbaskę z ogniska i czerpiące przyjemność z czasu
spędzanego na łanie natury, bez konieczności wyprawy za miasto, nie wierzysz, że to się naprawdę dzieje. A to
dopiero początek zaskoczeń w podejściu do projektowania, wzornictwa i życia…z biegiem czasu obserwujesz
otoczenie jakbyś był/a na innej planecie.